Dwa tygodnie temu w szpitalu w Pucku zmarł 17-miesięczny chłopiec, Maksymilian. Rodzice przyjechali z dzieckiem do szpitala, bo miało trudności z oddychaniem. Na dolegliwość zaaplikowano mu jedynie zastrzyk. Nazajutrz chłopiec zmarł. Sprawa została przekazana do prokuratury w Gdańsku.

Wizyta w szpitalu w Pucku

Rodzice mieszkali z synkiem w Łańcucie. Do Jastrzębiej Góry wybrali się na wyczekiwane wakacje. Na dwa dni przed planowanym powrotem znad morza, chłopiec poczuł się gorzej. Dostał kataru i gorączki, a później pojawiły się duszności. To właśnie ten objaw spowodował, że rodzice zawieźli syna do szpitala. Jak donosi jeden z portali informacyjnych, Maksymilian miał być przebadany stetoskopem, pielęgniarka sprawdziła jego gardło, po czym uznała, że nie widzi nic niepokojącego. Zalecono zastrzyk, który miał poprawić stan chłopca. To się jednak nie stało.

Dramat w rodzinnej miejscowości

Prawdziwy dramat rozegrał się w Łańcucie. Rodzice wrócili z synem do rodzinnej miejscowości następnego dnia. Odpoczywali po przebytej podróży, kiedy okazało się, że Maksymilian nie oddycha. Resuscytacja trwała przez godzinę. Dziecka nie udało się uratować. Przyczyną zgonu była ostra rozedma płuc i obrzęk mózgu. Pielęgniarka błędnie zdiagnozowała stan 17-miesięcznego chłopca.

Śledztwo i postępowanie karne

Trwa postępowanie w tej sprawie. Śledztwo prowadzone jest w kierunku nieumyślnego spowodowanie śmierci. W przypadku usłyszenia wyroku skazującego pielęgniarka może trafić do więzienia na okres nawet do 5 lat.