Bieszczady na wesoło

"Gatunek stosunkowo rzadki. Spotkac go mozna na obszarach gorskich. Prowadzi wedrowny tryb zycia, przenoszac sie z miejsca na miejsce w poszukiwaniu wrazen. Wszystkozerny, byle w duzych ilosciach. Koczuje w namiotach, kolibach, grotach, szalasach, czasem pod golym niebem. Caly swoj dobytek nosi na plecach w specjalnej torbie zwanej "plecakiem". Latwo sie oswaja i nie jest z reguly agresywny. Porusza sie samotnie lub w grupach od kilku do kilkunastu osobnikow roznej plci. Czasem mozna go spotkac z mlodymi. Lubi tereny bezludne, najbardziej gorskie i podgorskie, a takze dzikie lasy i zagajniki. Rozmnaza sie przez caly rok. Na ogol samica rodzi jedno mlode, ktore przychodzi na swiat bez plecaka, nabywa go dopiero pozniej"
 

Turyści poszli w góry i podczas tej wędrówki znaleźli studnię. Chcąc sprawdzić czy jest w niej woda, wrzucili do niej mały kamyk. Przez chwilę nadaremnie nasłuchują chlupnięcia kamyka w wodę. 
- Wrzucimy większy kamień - powiedział jeden z turystów i przyniósł z pola spory kamień. Wrzucił go i nasłuchuje, ale znów nic nie słychać. Turyści zobaczyli na polu ciężką szynę kolejową. Przytachali ją, wrzucili do studni, nasłuchują - znów nic. Nagle widzą barana, który w ogromną prędkością biegnie przez pole w ich kierunku, d..ą do przodu i zaraz potem wpada do studni. Zdziwieni turyści patrzą w głąb studni i w tym momencie słyszą z tyłu głos bacy:
- Panocki, a nie widzieli wy mojego barana?
- No, przed chwilą widzieliśmy jak biegł przez pole i wskoczył do tej studni.
Baca drapie się po głowie i mówi ze zdziwieniem:
- Jak mógł mi uciec, skoro był do szyny przywiązany?...

Dziewczyna miała przyjść zdawać w Warszawie egzamin ustny na wyższą uczelnię. Egzamin był tak "ustawiony", że miała go zdać. Egzaminator zadał jej pierwsze pytanie:
- Proszę opisać aktualną sytuację budżetu Polski.
- Niestety, nic nie wiem na ten temat - odpowiada dziewczyna.
- To może kto jest obecnym prezydentem Polski?
- Niestety, nic.
- To może proszę powiedzieć coś o partiach obecnych w parlamencie.
- Niestety, nie.
- Czy słyszała pani o Leszku Balcerowiczu?
- Nie, nigdy nie słyszałam.
- Boże, skąd pani się tu wzięła?
- Z Bieszczad.
Nastała cisza. Egzaminujący profesor podszedł do okna i pomyślał:
- A może by tak to wszystko olać i wynieść się w te Bieszczady?...

Bieszczadzki niedźwiedź poruszał się po zaśnieżonych polanach z furią i wściekłością kopiąc napotkane zaspy. Groźne pomruki i przekleństwa jakie wyrzucał z siebie przy rozbijaniu kolejnych zasp zainteresowały zajączka na tyle że przezwyciężając strach postanowił podsłuchać. Skrył się za krzakiem obok przechodzącego niedźwiedzia i usłyszał jak ten ze złością mówił: ... po cholerę piłem tą kawę we wrześniu

Tekst nieznanego autora. Niby na wesoło, ale jakże prawdziwy:
12 sierpnia
Przeprowadziliśmy się do naszego nowego domu, Boże jak tu pęknie. Drzewa wokół wyglądają tak majestatycznie. Wprost nie mogę się doczekać, kiedy pokryją się śniegiem.
14 października
Bieszczady są najpiękniejszym miejscem na ziemi! Wszystkie liście zmieniły kolory - tonacje pomarańczowe i czerwone. Pojechałem na przejażdżkę po okolicy i zobaczyłem kilka jeleni. Jakie wspaniale! Jestem pewien, że to najpiękniejsze zwierzęta na ziemi. Tutaj jest jak w raju. Boże, jak mi się tu podoba.
11 listopada
Wkrótce zaczyna się sezon polowań. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś może chcieć zabić cos tak wspaniałego, jak jeleń. Mam nadzieje, że wreszcie zacznie padać śnieg.
2 grudnia
Ostatniej nocy wreszcie spadł śnieg. Obudziłem się i wszystko było przykryte białą kołdrą. Widok jak pocztówki bożonarodzeniowej. Wyszliśmy na zewnątrz, odgarnęliśmy śnieg ze schodów i odśnieżyliśmy drogę dojazdowa. Zrobiliśmy sobie świetna bitwę śnieżną (wygrałem) a potem przyjechał pług śnieżny i znowu musieliśmy odśnieżyć drogę dojazdowa. Kocham Bieszczady.
12 grudnia
Zeszłej nocy znowu spadł śnieg. Pług śnieżny znowu powtórzył dowcip z droga dojazdowa. Po prostu kocham to miejsce.
19 grudnia
Kolejny śnieg spadł zeszłej nocy. Ze względu na nieprzejezdna drogę dojazdowa nie dojechałem do pracy. Jestem kompletnie wykończony odśnieżaniem. Pieprzony pług śnieżny.
22 grudnia
Zeszłej nocy napadało jeszcze więcej tych białych gówien. Cale dłonie mam w pęcherzach od łopaty. Jestem przekonany, ze pług śnieżny czeka tuż za rogiem, dopóki nie odśnieżę drogi dojazdowej. Skurwysyn!
25 grudnia
Wesołych Pierdolonych Świat! Jeszcze więcej gównianego śniegu. Jak kiedyś wpadnie mi w ręce ten skurwysyn od pługu śnieżnego...przysięgam - zabije. Nie rozumiem, dlaczego nie posypia drogi solą, żeby rozpuściła to cholerstwo.
27 grudnia
Znowu to białe gówno napadało w nocy. Przez trzy dni nie wytknąłem nosa, z wyjątkiem odśnieżania drogi dojazdowej za każdym razem, kiedy przejechał pług. Nigdzie nie mogę dojechać. Samochód jest pogrzebany pod górą białego gówna. Meteorolog znowu zapowiadał dwadzieścia piec centymetrów tej nocy. Możecie sobie wyobrazić, ile to oznacza łopat pełnych śniegu?
28 grudnia
Meteorolog się mylił! Tym razem napadało osiemdziesiąt piec centymetrów tego białego cholerstwa. Teraz to nie odtają nawet do lata. Pług śnieżny ugrzązł w zaspie a ten łajdak przyszedł pożyczyć ode mnie łopatę! Powiedziałem mu, ze sześć już połamałem kiedy odgarniałem to gówno z mojej drogi dojazdowej, a potem ostatnią rozwaliłem o jego zakuty łeb.
4 stycznia
Wreszcie wydostałem się z domu. Pojechałem do sklepu kupić cos do jedzenia i kiedy wracałem, pod samochód wpadł mi cholerny jeleń i całkiem go rozwalił. Narobił szkód na trzy tysiące. Powinni powystrzelać te pieprzone zwierzaki. Ze tez myśliwi nie rozwalili wszystkich w sezonie!
3 maja
Zawiozłem samochód do warsztatu w mieście. Nie uwierzycie, jak zardzewiał od tej pieprzonej soli, którą posypują drogi.
18 maja
Przeprowadziłem się z powrotem nad morze. Nie mogę sobie wyobrazić, jak ktoś kto ma odrobinę zdrowego rozsądku, może mieszkać na jakimś zadupiu w Bieszczadach.
Połoniny mogą być i w Twoim sklepie :) fot.: Klopsik
Jak się robi pasztet zajęczy po bieszczadzku? Wyrywacie największego paszteta i walicie aż zajęczy.

Cytaty z wypowiedzi kandydatów na studia zaoczne na kierunku geografii Uniwersytetu Jagiellońskiego:
Bieszczady mają klimat zimniejszy, niż reszta Polski.
Granity to skały wylewne, które występują w Beskidach Wysokich, w Bieszczadach i w Górach Świętokrzyskich (na gołoborzach).

Wyszedł baca jak zwykle wczesnym rankiem przed szałas, spojrzał na otaczające go ze wszystkich stron wspaniałe widoki, wzruszył się i krzyknął: -Panie Boże, jak tu piknie.... A echo powtórzyło za nim: mać, mać, mać... /Nadesłał Ireneusz Majdowski/

Ile prawdziwy turysta ma noży? Dwa - jeden duży, drugi ostry. /Nadesłał Tomasz Zieliński/

Po co turysta ma pałatkę? Po kolana. /Nadesłał Tomasz Zieliński/

Co to są Bieszczady? -Są to masywne masywy, w górzystych górach, zalesione lasami, na południu południowej Polski.
(Definicja Tytusa de Zoo -"Tytus, Romek i A'tomek - księga XII").

Kowalski pojechał w Bieszczady. -No i jak tam? -pytają koledzy po powrocie. Trudno powiedzieć, góry wszystko zasłaniają.

Mieszkaniec Chorzowa po raz pierwszy od wielu lat wybrał się na wczasy. Pojechał w Bieszczady. Po paru dniach zwraca się do starego osadnika: -Jakieś podejrzane to powietrze u was... -Dlaczego? -Wcale go nie widać.

Turyści rozbili namioty na polu namiotowym nad potokiem. Rano właściciel idzie sprawdzić czy nie wyrządzili jakiejś szkody, widzi młodego pana, co gimnastykując sie, pompki robi. Zdziwiony, głową kiwa i mruczy: -Wiatru nie było, a chłopu babę wywiało.

Jadą mężczyźni końmi i pytają przewodnika o nazwy gór: -Jak się ta góra nazywa? Ta trójkątna? -To Połonina Wetlińska. -A ta druga? -Połonina Caryńska. -A byliście tam panie przewodniku? -Po co miałbym tam iść, kiedy je stale widzę!

Raniutko w górach, słonko ledwo wyszło, przed goprówką leżą na trawie ratownicy, grzeją się leniwie. Wtem z gór niesie się potężny głos - O Jezu! Zrywają się i dzieląc na grupy, rozbiegają na ratunek, bo przecież ktoś pomocy wzywa. Spotykają się w środku szlaku. Nikogo nie znaleźli. Znowu słyszą.: -O Jezu! Znowu lecą szukać, ale nikogo nie znaleźli. Tylko pasterz owce pasie. Pobiegli do pasterza i pytają: -Czy to wy krzyczeliście? -A ja! -A co wam? -O Jezu! Jak bym se przyciupał...

W Cisnej turysta pyta tubylca: -Gdzie tu jest stacja kolejki? -Przecież to wie każdy dureń! -Dlatego właśnie pana pytam...

W Cisnej pewien turysta z bagażami pyta małego chłopca: -Jasiu, gdzie tu jest stacja kolejki? -Skąd pan wie że jestem Jasio? -Zgadłem. -To niech pan zgadnie, gdzie jest stacja!

Dwóch turystów biegło do kolejki w Cisnej, ale w ostatniej chwili ta uciekła im sprzed nosa. Spojrzeli na siebie i jeden mówi: -Dobrze żeś my tak gonili, bo byśmy się jeszcze bardziej spóźnili!

Idzie Józek obwodnicą bieszczadzką, a jakiś turysta go dochodzi i pyta: - Daleko do Wetliny? -E, ze dwa kilometry! Idą dalej razem i rozmawiają. Turystę nogi bolą, kiedy przeszli już kawałek drogi pyta: -A daleko to jeszcze, panie przewodniku? Cztery kilometry! Turysta stanął i chwyta się za głowę. -Jak że to? Przedtem było dwa, a teraz cztery kilometry? -No, bo ja idę z Wetliny do Przysłupia.

Poszedł Józek z turystami na wycieczkę. Szli z Ustrzyk Górnych na Tarnicę. Nie doszli jeszcze na szczyt a chwyciła ich silna mgła. Turysta chciał się pokazać jako bywalec górski i przystąpiwszy bliżej przewodnika powiedział: -Parę lat temu, jak szedłem na Połoninę Wetlińską to złapała nas taka mgła, że nie wiedzieliśmy którędy mamy iść! Popatrzył na niego Józek z pełną aprobatą, jak gdyby wierzył w opowiadanie, a równocześnie nie uważał zdarzenia za nadzwyczajne w tutejszym klimacie, po czym odezwał się poważnie: -Raz jak szedłem z jednym turystą na Halicz, to była taka mgła, że przez pomyłkę zjadłem rękawicę, a kanapkę wziąłem do domu na przepitkę!

Józek prowadził w góry wycieczkę wojskowych, będących na wypoczynku w Ustrzykach Górnych. Raźno i wesoło wspinała się gromada ku górze, a tylko jadący z tyłu generał był cichy i zamyślony. Zauważył to przewodnik, a ponieważ był wrażliwego serca, podszedł do generała i mówi: -Panie generale! Widzę, że wam coś dolega, może bym wam coś poradził? -Ech, panie przewodniku -odpowiada generał -na moje zmartwienie to nic nie poradzicie. Szkoda nawet mówić na ten temat. Józek nie dał za wygraną. -Wiecie, panie generale, może i nic nie poradzę, ale jak człek z człekiem się problemem podzieli, to mu lżej będzie. -Otóż zdradzę wam tajemnicę, panie przewodniku. Bardzo się martwię , bo mam ładną i młodą żonę, ale chorą. Zatkało Józka aż cofnęło go do tyłu i nachylając się do ucha generała mówi: -Ej, panie generale! Przecież to żadne zmartwienie! Jakbyście mieli starą i zdrową, jak ja mam, to byście wiedzieli, co to zmartwienie...

Nie bardzo znał się Józek na florze bieszczadzkiej i kiedy podczas wycieczki któraś z turystek, pokazując na niebieski kwiatek, zapytała przewodnika o jego nazwę, odpowiedział: -To goryczka! Za parę minut druga pokazała mu jakąś inną roślinę, lecz zupełnie nie przypominającą pierwszej: -To też goryczka tylko inna!

Prowadził raz Józek wycieczkę turystów radzieckich i kiedy komendant po jego powrocie zapytał jak się sprawowali, odpowiedział: -Fajne chłopaki. Kolację żeśmy zjedli jak trzeba i niewiele brakowało, by mnie przepili.

Kiedy Józek dawno przekroczył pięćdziesiątkę, zapytał go znajomy: -Niemłodziście już Józefie i jeszcze możecie chodzić w góry? A Józek popatrzył smutno na szczyty i mówi: -A to ja jeszcze mogę. Ino góry coraz to wyższe, a dziewczyny coraz to ładniejsze.

Na stoku góry niedaleko Ustrzyk Dolnych jeden z narciarzy złamał sobie nogę. Nieznajomy próbuje go pocieszyć: -W tutejszym szpitalu jest podobno młody i zdolny chirurg, który znakomicie radzi sobie w takich przypadkach. -Dziękuję za pocieszenie. Ten chirurg, to właśnie ja!

Dwaj mężczyźni rozmawiają w barze: - I pomyśleć, że już za 15 dni moja żona wróci z Bieszczad i skończą się moje dobra czasy -narzeka jeden. -A dawno wyjechała? -pyta drugi. -Skąd! Wyjeżdża dopiero jutro.

-Znakomicie wyglądasz! Policzki zrobiły ci się takie pucołowate. Pewnie dobrze was tam karmili na tym obozie wędrownym? -Nie bardzo, tylko musiałem codziennie nadmuchiwać materace!

Zgubił się facet w górach i szlak go trafił.

Prawdziwy turysta z mydła nie korzysta.

Bieszczady