Większość turystów przybywających w Bieszczady ogranicza pobyt tutaj do Zalewu Solińskiego i objechania tzw. pętli bieszczadzkiej. Rzadko kiedy zapuszczają się w oddalone i najmniej znane rejony zwane "workiem bieszczadzkim".
Te rozległe tereny rozdzielone są od reszty kraju pasmem gór. Kiedyś zagospodarowane, dziś prawie zupełnie bezludne.
Do doliny wiedzie tylko jedna droga na dodatek bez nazwy i numeru. Liczy ona około 23km. i wiedzie ona do Bukowca przez Muczne i tak powinna być oznaczona. "Powinna", ponieważ wszelkie znaki stojące przy tej drodze noszą znamię czasu i niedługo mogą po prostu przestać istnieć. Wyjątkiem od powyższej reguły jest zlokalizowana na wjeździe na drogę prowadzącą do Bukowca znak informujący kierowców, że droga, którą planują przebyć, nie była remontowana od 15 lat. Znak mówi prawdę i osobom nadmiernie przywiązanym do swoich samochodów odradzam
wprowadzanie tam ukochanego pojazdu albo przynajmniej sugeruję ostrożną jazdę z
nadzwyczajną ostrożnością. Droga momentami jest urwana, osunięta etc., co w rzeczywistości dodaje jej jedynie uroku. Droga prowadzi dawnym nasypem kolejki wąskotorowej. Aby na nią wjechać za przystankiem w Stuposianach skręcamy na wschód z Wielkiej Obwodnicy Bieszczadzkiej. Dalej droga przewija się przez grzbiet ciągnący się od Widełek na wschód w stronę kulminacji Czereśnia, opada ku Sanowi i granicy
ukraińskiej i wsiaka w las aż do Mucznego Jeszcze kilkanaście lat temu wpuszczano tu tylko wybranych. Choć Dolina Górnego Sanu jest dziś dostępna dla wszystkich, dotarcie do niej nie jest łatwe. Zwiedzanie tych terenów wymaga wiele czasu i poświęceń. Jednak turyści, którzy tu dotrą znajdą prawdziwą głuszę i wielkie, puste przestrzenie. Do doliny nie kursują autobusy PKS-u. Można się tu dostać jedynie samochodem lub pieszo. Ten drugi wariant proponuję tylko odważnym, którzy nie boją się spotkania z żubrem, wilkiem czy niedźwiedziem. To jedyni prócz robotników leśnych mieszkańcy lasu. Robotnicy wypalają węgiel drzewny w ustawionych na okolicznych polanach piecach. Zazwyczaj przy piecach pracuje dwóch lub trzech robotników, mieszkających w domkach -szałasach w pobliżu pieców. Natężenie ruchu samochodowego na tej drodze znikome, a widoki tylko zachęcają do do odbycia spaceru.
Dziś w bieszczadzkim "worku" zamieszkiwane są tylko dwie osady: Muczne i Tarnawa Niżna. Przed II wojną światową tereny te były gęsto zaludnione. Było tu 10 wsi (Muczne, Tarnawa Niżna, Sianki, Beniowa, Sokoliki Górskie, Bukowiec, Tarnawa Wyżna, Dźwiniacz Górny, Łokieć i Dydiowa) w których mieszkało kilkanaście tysięcy osób. Dolinę zamieszkiwali Bojkowie, w większości grekokatolicy. W mniejszości byli Polacy i Żydzi.
Czasami zdarza się, że ktoś wraca, aby odnaleźć ślady przeszłości. Zachowało się ich jednak niewiele. Wśród nielicznych pamiątek po dawnych czasach uwagę zwraca kamień na cmentarzu w Beniowej. Jest to prawdopodobnie pozostałość po chrzcielnicy
cerkiewnej z charakterystycznym rysunkiem ryby, Odnową cmentarza zajmowali się studenci, a obecnie zajmują się tym pracownicy Parku. nagrobki na tym cmentarzu pochodzą z okolicznych zakładów rzemieślniczych. Ocalała jedynie północna część tej nekropolii i podmurówka cerkwi z 1909r. Świątynię spalono wiosną 1947r. Południową część cmentarza zniszczono w latach 80. podczas rekultywacji terenu kombinatu rolnego. Dwa cmentarze można odnaleźć także w Dźwiniaczu Górnym. Na
starym zachowało się 17 nagrobków, a na nowym 4. W 1990r. nekropolię odnowili społecznicy z Warszawy . Niestety ostatnio groby znowu zaczynają ginąć w wysokiej trawie.
Przed II wojną światową Dolina Górnego Sanu była najlepiej zagospodarowanym rejonem Bieszczadów. Najbardziej rozwinięty był przemysł drzewny. Przez dolinę przebiegała transkarpacka linia kolejowa Lwów - Użgorod. Nie było więc kłopotów z wywozem drewna. Tory magistrali biegną dziś po stronie ukraińskiej, tuż przy granicy. Do zakładów przetwórczych i stacji w Sokolikach Górskich surowiec
wożono kolejkami wąskotorowymi. Na początku XXw. powstała ich cała sieć. Kolejki zlikwidowano w latach 30. w czasie wielkiego kryzysu. do dziś pozostało po nich niewiele śladów, kilka nasypów, przepustów i filarów po mostkach. Wędrując po pustkowiach Dolina Górnego Sanu trudno sobie wyobrazić, że kiedyś w gwarnych wsiach pracowały tartaki, młyny, huty szkła i browary.
Przez wiele lat dolina była prawie całkowicie bezludna. W 1975r. tereny te przejął Urząd Rady Ministrów. W Mucznem urządzono gospodarstwo rolne i ośrodek łowiecki. Do hotelu i domku myśliwskiego w Mucznem przyjeżdżali władcy PRL-u i goście z zagranicy. Urządzano polowania na żubry, niedźwiedzie i wilki. Były premier Piotr Jaroszewicz, ustrzelił tu niedźwiedzia, który jest dziś eksponatem w
muzeum Bieszczadzkiego Parku Narodowego w Ustrzykach Dolnych. W Mucznem oprócz Gierka i Jaroszewicza strzelali J.Broz-Tito i brat szacha Iranu,
książę Abdoreza Pahlavi. Całością zarządzał płk. Kazimierz Doskoczyński. To prawdopodobnie na jego cześć nazwę Muczne zmieniono na Kazimierzowo. Osada nosiła ją przez 4 lata. Ośrodek graniczył z powstałym w 1973r. Bieszczadzkim Parkiem Narodowym. Pomiędzy myśłiwymi, a przyrodnikami często dochodziło do konfliktów. Dyrektorem BdPN-u był wtedy Zbigniew Tym. Płk Doskoczyński chciał włączyć do swego księstwa całe Wysokie Bieszczady, aż po Wetlinę. W 1981r. ośrodek zlikwidowano. Na jego miejsce utworzono obwód łowiecki URM-u. Przyrodzie jednak najbardziej zaszkodziło powstanie kombinatu rolnego. W Tarnawie Niżnej tuż pod połoninami zbudowano 14 gigantycznych obór. Nie liczono się z kosztami, ani opiniami fachowców, że intensywna hodowla nie ma tu racji bytu. Podczas budowy zrekultywowano całą dolinę. Wojsko
używało buldożerów i materiałów wybuchowych. Nawet niektóre cmentarze zostały zrównane z ziemią. Pod wojsku farmami zarządzał Igloopol. Po jego upadku zaprzestano prób z hodowlą. Niszczejące obiekty przejął
BdPN. Mają one w przyszłości służyć turystom.
Ukoronowaniem wizyty w Dolinie Górnego Sanu jest wyprawa do Sianek, najdalej wysuniętego na południe miejsca w Polsce. Przed II wojną była to największa z osad turystycznych w Bieszczadach. Ta miejscowość stanowiła odpowiednik Zakopanego. Mało kto wtedy wiedział o Wetlinie czy Ustrzykach Górnych. Wczasowicze
przyjeżdżali koleją z Lwowa. W 6 pensjonatach i 10 domach wczasowych mogło wypoczywać 2000 osób. Najbardziej luksusowe było schronisko Przemyskiego Stowarzyszenia Narciarskiego. W Siankach były korty tenisowe, boiska, tor saneczkowy i skocznia narciarska. W 1939r. Sianki przecięte zostały granicą biegnącą wzdłuż Sanu. Po klęsce wrześniowej sowiecko -niemiecka, po wojnie sowiecko-polska, a obecnie polsko-ukraińska. Zabudowania wsi zachowały się jedynie po stronie ukraińskiej. Do tego miejsca mogą dochodzić turyści z Bukowca i to jest cała dostępna trasa. Z trzech stron jest granica państwowa z Ukrainą, której
przekraczanie jest zabronione, a poza tym dalej jest ścisły rezerwat przyrody do którego nie ma wstępu. To jest kres turystycznych wędrówek w Bieszczadach. W Siankach zachował się jeszcze słynny wśród Bieszczadzkich turystów grób hrabiny. Jest to grobowiec Klary i Franciszka Stroińskich właścicieli tutejszego majątku. Dotarcie do tego miejsca przez wiele lat stanowiło nie lada wyczyn i powód do dumy. Grobowiec został odnowiony przez pracowników BPN-u. Sianki położone niedaleko źródła Sanu charakteryzują się najbardziej ostrym klimatem w Polsce. Pomimo, że najczęściej w Polsce świeci tu słońce, w zimie temperatura sięga nawet -40oC, a grubość warstwy śniegu przekracza 1,5m.
Przez wiele lat wyprawy na te tereny nie były wskazane nie tylko ze względu na ciężkie warunki klimatyczne. Gdy istniała tu jeszcze granica polsko-radziecka, zdarzało się, że przechwytywano z naszej strony turystów i wędkarzy. Wracali oni po kilku dniach przez Lwów co odstraszała często ludzi, ale po rozpadzie ZSRR takie wypadki nie
zdarzają się i można bezpiecznie tu przebywać.