Chciałem się podzielić
swoją wiedzą na temat operacji "Wisła" w
Bieszczadach, a także na temat całokształtu konfliktu
pomiędzy ludnością Polską i Ukraińską w tym okresie.
30 marca 2001 kończę 31 lat, zaś dwa dni wcześniej tj.
28 marca minie 54 rocznica
śmierci gen. broni Karola Świerczewskiego ps.
"WALTER".
Jedna z osób z mojej rodziny (Stryj
mojej Matki), brała udział w wydarzeniach jakie miały miejsce
w Bieszczadach w latach 1944-1947. Śp. ppłk
Stanisław Duda ps. "Bill" był dowódcą Strażnicy
Wojsk Ochrony Pogranicza zlokalizowanej w rejonie najbardziej
krwawych walk z sotniami "Chrina" , "Stacha"
, "Wesełego" i "Bira" wchodzących w skład
kurenia "Rena". Kiedy byłem w Bieszczadach (na
wczasach z rodzicami w 1979 roku) słuchałem jego wspomnień,
widziałem wiele ważnych miejsc (Baligród, Jabłonki, Myczkowce
i kilka innych) zapamiętałem wiele szczegółów, które badam
od wielu lat.
Z moich ustaleń wynika, że (wówczas kapitan) Stanisław Duda
najprawdopodobniej dowodził
Strażnicą WOP w Cisnej.
Osobiście znał śp. ppłk. Jana Gerharda - dowódcę 34 Pułku
Strzelców Budziszyńkich w Baligrodzie, autora książki
"Łuny w Bieszczadach" .
W ramach
utworzonej 5 kwietnia 1946 roku specjalnej Grupy Operacyjnej
"Rzeszów" jednostki WOP współpracowały ściśle z
34 Pułkiem zadając sotniom UPA straty z umiarkowanymi stratami
własnych sił.
28
marca 1947 roku gen. broni Karol Świerczewski wizytował 34
Pułk Strzelców Budziszyńkich w Baligrodzie.
Po spotkaniu z dowództwem jednostki
Świerczewski powinien był zakończyć inspekcję i wrócić do
Warszawy. W ostatniej chwili zażyczył sobie zwizytowania
właśnie Strażnicy WOP w Cisnej, dowodzonej przez kpt. Dudę.
Pomimo ostrzeżeń ppłk. Gerharda, generał Karol Świerczewski
nie chciał zrezygnować ze swojego zamiaru, ponieważ znał
wcześniej opisywanego przeze mnie
człowieka jeszcze z okresu kiedy
(Świerczewski) organizował w Lublinie II Armię Wojska
Polskiego i chciał zobaczyć jak sobie (Stanisław Duda) radzi w
Bieszczadach (wcześniej - w czasie okupacji był dowódcą
pododziału Batalionów Chłopskich).
Kiedy dwa Willysy jadące w kierunku Cisnej wpadły w zasadzkę
pod Jabłonkami, kapitan Stanisław Duda otrzymał informację
(przez radiostację) o tym co się dzieje. Osobiście wraz z
najlepszym plutonem (prawdopodobnie z dwoma plutonami) udał się
(konno) na pomoc generałowi Świerczewskiemu i znajdującym się
wraz z nim oficerom i żołnierzom.
Kiedy
dotarł na miejsce zobaczył, że "WALTER" jest już co
najmniej ciężko ranny (po pierwszej ranie postrzałowej) i
wydał rozkaz otwarcia ognia do (podobno Ukraińców UPA).
Niestety pod wpływem znacznej przewagi przeciwnika (mieli
moździerze i ciężką broń maszynową) oddział WOP musiał
się wycofać z pola walki. Prawdopodobnie śp. ppłk Stanisław
Duda widział jak naprawdę zginął generał Karol Świerczewski.
Teraz opiszę mało
chyba znane szczegóły następstw tego wydarzenia.
Po
ostatecznym rozbiciu jednostek UPA i zakończeniu akcji
"Wisła" w około maja 1947 roku miały miejsce dwa
wydarzenia.
1. Zabójstwo ppłk.
Jana Gerharda - dowódcy 34 Pułku Strzelców Budziszyńskich
2. Nagłe przeniesienie do rezerwy (po uchylonym przez Marszałka
Żymierskiego wyroku Sądu Wojskowego - degradacja) awansowanego
do stopnia majora Stanisława Dudy (w wieku 30 lat) - przed II
Wojną Światową ukończył w 1936 roku Szkołę Podoficerską w
Rzeszowie, a w czasie Kampanii Wrześniowej walczył jako
pomocnik dowódcy plutonu (plutonowy) w 17 Dywizji Piechoty (z
Rzeszowa).
Z wiadomych mi
informacji wynika, że książkę "Łuny w
Bieszczadach" wydał syn ppłk. Jana Gerharda, ponieważ zanim się ukazała
został zamordowany w domu (podobno przez znane mu osoby) przez
pocięcie nożami. śp. ppłk Stanisław Duda - były dowódca
Strażnicy WOP w Cisnej zmarł latem 1994 roku i został
pochowany w asyście drużyny Straży Granicznej na Cmentarzu
Komunalnym w Sanoku.
Piotr Jakubowski
Nazywam się Wiesław Paluchowski. Bardzo lubię wędrówki po
górach. W 1987 roku pierwszy raz pojechałem w Bieszczady. Będąc w Duszatynie
spotkałem ludzi, którzy dużo opowiadali o Chryszczatej, Magurycznym i sotni
Hrynia. Od tego momentu zacząłem interesować się UPA i szukać bunkrów Hrynia.
Sprawdzałem każdą usłyszaną wiadomość. Odszukałem cztery
osoby, które walczyły z UPA w Bieszczadach. Ze zdobytych wiadomości wynika, że
główna baza Hrynia była na Magurycznym. Na Chryszczatej był szpital i kilka
bunkrów-magazynów z bronią i żywnością. Sotnia Hrynia w okresie letnim obozowała
na Chryszczatej. Na szczycie na drzewach były punkty obserwacyjne, z których
śledzono ruchy polskich wojsk. Szukając bunkrów znalazłem puszkę z dokumentami
prawdopodobnie UPA. Na skrawkach kartek są daty 1946 i 1947. niestety puszka i
dokumenty zostały zniszczone przez wandala-poszukiwacza. Do tej pory znalazłem:
na północnym stoku Chryszczatej zarwaną ziemiankę, na Mikitowej wejście do
jakiegoś pomieszczenia. Odkopałem kilka pocisków od pepeszy, baterię od latarki,
spalone deski i kawałki blachy. Ok. 200 m od tego miejsca leżała beczka
przerobiona na piecyk. Był na niej wytłoczony napis Kraft - dalej nieczytelny.
Nawiązując do akcji "Wisła" uważam, że to był jedyny sposób
aby położyć kres bestialskim mordom. UPA poniosła klęskę wojskową, polityczną i
moralną. Zhańbiła naród Ukraiński w taki sposób jak hitleryzm naród niemiecki. W
tym miejscu trzeba zdać sobie sprawę, że naród nie może odpowiadać za czyny
swoich wyrodnych synów. Nie każdy Ukrainiec był przecież bandytą.
Jeżeli chodzi o opinię pana Piotra Jakubowskiego, to podane
są w niej błędne informacje. Jan Gerhard został zamordowany w 1971 roku. Książka
"Łuny w Bieszczadach" została wydana w latach 60-tych. W kolumnie z Karolem
Świerczewskim jechały dwa Dodge (jeden zepsuł się przed Jabłonkami) i Zis, a nie
dwa Willysy. Śmierć Waltera do dziś okryta jest tajemnicą, niewiadomo kto go
zabił, czy UPA, czy może NKWD. Zeznania naocznych świadków nie pokrywają się.
Odnalazłem człowieka, który był pod Jabłonkami zaraz po śmierci generała.
Twierdzi on, że na czele kolumny jechał motocykl z koszem, ale nie znalazłem na
to żadnego potwierdzenia. Jest dużo publikacji na temat UPA, lecz równie dużo
jest w nich różnic w opisach tych samych zdarzeń.
Wiesław Paluchowski
Witam redaktora stronki
dotyczącej UPA i Akcji Wisła.
Po pierwsze chwała za poruszanie tematu mordów dokonywanych
przez Ukraińców /właściwie Małorusinów/ na Polakach a
zapominanych celowo szczególnie Wołyń i tereny zakarpacia.
Po drugie być może Akcja "Wisła" była "mało
humanitarna" ale była jedyną mozliwościa rozprawienia
się z bandytami - Rezunami spod znaku Tryzuba. Do dziś
spadkobiercy OUN-u w postaci UNA - UNSO palą Polską Flagę,
bezczeszczą polskie mogiły wychwalają mordrców z UPA.
Woli ścisłości polecam ciekawą dyskusje prowadzoną na temat
UPA i stawiania pomników zbrodniarzom prowadzonej na liście
historycznej Uniwersytetu Warszawskiego.
Oczywiście jest to moja prywatna ocena i nie każdy się z nią
zgadza lecz fakty mówią za siebie.
Sędzia Dred
Całkiem ciekawa strona.
Chciałem tylko polecić książkę Andrzeja Potockiego
"Bieszczadzkie losy" (i inne jego
pozycje) - kosztuje 16 zł, a rzuca zupełnie nowe spojrzenie.
Waldemar Witer
Ciekawe czy gdyby nie Akcja Wisła nie
mielibyśmy dziś problemu Kosowa? Temat skrzętnie
przemilczywany nawet dziś. Istnieje zmowa milczenia,
rozmawiałem z emerytowanymi oficerami LWP. W ich kręgach byli
uczestnicy walk w Bieszczadach, ale jak twierdzą nie poruszało
się tego tematu. Dziś myślę też nie jest nikomu
wygodny. Powinna być rzetelna dysputa z udziałem historyków
i świadków tamtych wydarzeń, których mnóstwo jeszcze żyje!
Ale Ci ostatni będą chcieli mówić?
Ps. Nie jestem historykiem. Mam 34 lata.
Paweł Wyszyński
Zobacz
też:
Ukraińska
Armia Powstańcza