Wypadki z ostatnich lat

Bieszczady nazywane są często "Kapuścianymi Górami". Może dlatego, że grzbiety przypominają główki kapusty? Często niedoświadczeni turyści uważają je za niegroźne, a w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Bieszczady zabrały już nie jedno ludzkie życie. Mimo swego uroku i pozornej łagodności, co pewien czas biorą odwet na tych, którzy nie czują pokory wobec sił przyrody. Śmierć się nie spieszy - jest cierpliwa, zawsze przychodzi na czas i rzadko przebacza. Od lat goprowcy zadają sobie wciąż to samo pytanie: jaka piekielna siła pcha ludzi na zatracenie, odbiera rozum, a bywa, że również życie. Lekkomyślność? Głupota? Gdy popatrzy się na statystykę tragicznych wypadków ostatnich lat, określenia te wydają się zbyt delikatne.

  • Podczas podchodzenia pod pasmo Bukowego Berda młody mężczyzna zemdlał. Pomoc nadeszła zbyt późno. Lekarz stwierdził niewydolność serca.

  • 20-letnia dziewczyna straciła orientację w zasypanych śniegiem górach. Zamarzła zaledwie kilkaset metrów od schroniska. Jej chłopak przeżył. Oboje byli nieodpowiednio ubrani.

  • Obywatel Sri Lanki zmarł z wyczerpania w okolicach Wołosatego podczas próby nielegalnego przekraczania granicy polsko-ukraińskiej.

  • Na Przełęczy Orłowicza zabłądziło dwóch uczestników wycieczki z Bielska-Białej. Jeden trafił do szpitala, drugi zmarł w górach w trakcie reanimacji. Byli zbyt lekko ubrani, nie mieli przy sobie jedzenia, latarki ani zapałek.

  • Uczestnicy rajdu Politechniki Krakowskiej powiadomili GOPR na Połoninie Wetlińskiej, że około dwie godziny wcześniej piorun raził 20-letniego Adama K. podczas podchodzenia na szczyt Smerek. Wezwany śmigłowcem lekarz stwierdził zgon, a ratownicy przetransportowali zwłoki do wsi Smerek.

  • W sierpniu 1996 roku około godziny 14:00 ratownicy z sezonowej dyżurki namiotowej "Pod Tarnicą" słyszą wołanie o pomoc dochodzące z kierunku szlaku na Tarnicę. Po kilku minutach na miejscu zdarzenia ratownik stwierdził zanik akcji serca u 50 letniego Jana P. z Wrocławia. Wezwany został śmigłowiec Zespołu Lotnictwa Sanitarnego z lekarzem i ratownikami GOPR na pokładzie. W tym czasie prowadzona jest akcja reanimacyjna. Około godziny 14:35 na miejscu włącza się do akcji turysta - lekarz, który po dalszych 5 minutach stwierdza zgon poszkodowanego. Prawdopodobną przyczyną zgonu był zawał mięśnia sercowego, ale stwierdzenie tego możliwe będzie dopiero w czasie sekcji. O 14:45 wylądował śmigłowiec z lekarzem i ratownikami, który już tylko transportuje zwłoki do Ustrzyk Górnych.

  • W dniu 9 maja 1995 około 14:00, mimo prowadzonej przez ratowników reanimacji, umiera na grani Połoniny Wetlińskiej w odległości 30 minut od schroniska, uczestnik kilkuosobowej wycieczki.

  • 29 lipca 1993 podczas schodzenia z Małej Rawki w towarzystwie koleżanki, traci przytomność a później umiera 29-letnia mieszkanka Amsterdamu.

  • 18 sierpnia 1991 umiera na szlaku Tarnica - Szeroki Wierch - Ustrzyki Górne 23-letni Piotr C. z Dębicy. Prawdopodobną przyczyną wypadku, obok złego stanu zdrowia turysty, było nagłe załamanie pogody : bardzo silny wiatr, obfite opady deszczu, mgła i ochłodzenie.

Zobacz też:
Górskie Ochotnicze Pogotowie Ratunkowe
Stopnie zagrożenia lawinowego
Porady nie tylko dla żółtodziobów

Bieszczady