Sobota, 5.09.98
Noc w pociągu męcząca. Jakiś
rezerwista puścił pawia na korytarzu. Miejsce w przedziale mieliśmy
od Starachowic (+/-). Jechaliśmy z całkiem sympatyczną parką z
Łowicza. W Zagórzu graliśmy prawie cały czas w karciochy (kibel na
stacji PKP do dupy). W Komańczy jest bardzo sympatyczny ksiądz
(poczęstował nas zupą i stwierdził, iż kieruje się maksymą „Ode mnie
nikt nie może wyjść głodny”). W drodze do Duszatyna, zaraz za
Prełukami znakomite ruskie pierogi (za 3 zł). Dodatkowa atrakcja –
trzy przezabawne koty (jeden ze ślicznymi oczami, drugi – malutki –
to niesamowity sęp. Żeby dostać się do pierogów, wyprawiał
nieprawdopodobne sztuki. Największe wrażenie wywarła chyba stójka na
tylnych łapach). Wcześniej minęliśmy całkiem ładną panienkę
(oczywiście brunetkę, szkoda tylko, że na oko
piętnasto-szesnastoletnią i z rodzicami...). na wysokości Łokcia
przepiękny widok: zakole strumienia, jakby zalesiona wyspa, i nad
strumieniem mostek kolejki wąskotorowej. Excellent! Teraz jesteśmy
na polu bibakowym i robimy kolację, a potem idziemy spać, bo jutro
zarąbiście ciężki dzień...
Niedziela, 6.09.98
Pobudka o 700 (co za nieludzka pora). Droga na
Chryszczatą (zresztą dalej też) stroma jak kurwa mać: raz w górę,
raz w dół i tak bez końca. Spotkaliśmy fajnych ludzi: z Warszawy
(miss Dark Mary ze wsi Ursynów i jej oblubieniec Krzysztof z
metalowej pruszkowskiej mafii) i z Legnicy. Nić porozumienia została
zawiązana poprzez wspólne gaszenie ogniska w ścisłym rezerwacie.
Teraz z Mary siedzimy w knajpie. W międzyczasie byliśmy na dobrych
(wg Boulego zajebistych) plackach ziemniaczanych. W Cisnej mieszkamy
u księdza (ok choć nieco nieufny).
PS. Ta knajpa nazywa się „Siekierezada”. Wystrój jest świetny: na
ścianach wiszą i pod ścianami stoją diabły, gołe kobity i inne
sympatyczne twarze.
|
Czas spojrzeć na mapę (fot. Bouli) |
Poniedziałek, 7.09.98
A my, naiwni, klęliśmy na wczorajszą trasę... Dzisiejsze
podejście pod Falową dało tak w dupsko, że myśleliśmy, iż wyplujemy
płuca. Nie było czym oddychać, taka była wilgotność. Na Falowej
weszliśmy w chmurę. Wcześniej szukaliśmy chyba z pół godziny skrętu
na szlak, bo pan (albo pani), który znakował szlak, bardzo
inteligentnie zamaskował ów skręt. Cała grań jest całkiem ładna:
wąska, ze stromo opadającymi lasami bukowymi. Później bukowy las
przeszedł w bór świerkowo-bukowy, a potem w dżunglę a-la wojna
wietnamska. Szukając tego skrętu spotkaliśmy trzech chłopaków z
Lublina. Rozegraliśmy roberka, a następnie partyjkę (niedokończoną)
w 3-5-8 (zapisy gier w innym miejscu
1). W schronisku na
Jaworcu całkiem miła obsługa: ugotowaliśmy sobie na tutejszym piecu
obiad i w ogóle atmosfera budująca. Dodatkową atrakcją jest pies
porywający wszystko, co się da: od masztów do namiotu po skarpetki.
Dzisiejsza trasa nosi nazwę: WZLOTY I UPADKI BOULEGO (te drugie
nastąpiły na, jak sam określił, „nutelli”).
Wtorek, 8.09.98
Dziś od rana piękna pogoda. Ze schroniska wyszliśmy kolo 1100,
gdyż wcześniej nam się po prostu nie chciało (było tak
sympatycznie). Tempo mieliśmy zabójcze. Do schroniska doszliśmy w
3h40 (planowaliśmy w 6h!). Pod schroniskiem (na Połoninie
Wetlińskiej) spotkaliśmy naszych znajomych z pociągu (opis znajomych
– patrz 5.09). W Berehach w ciągu 5-ciu lat nic się nie zmieniło:
pole i sklepik 50m. dalej. Połonina jest koszmarna pod jednym
względem: banda panów w dresikach i wycieczka szkolna. Nasi znajomi
z Lublina (opis – patrz 7.09) przyszli 1,5h po nas.
Na Rawkach (fot. Michał) |
Środa, 9.09.98
Dzisiaj pobiliśmy rekord opieprzania się. Wyszliśmy z Berehów o
1140, a potem jeszcze ze 2h siedzieliśmy w schronisku pod
Małą Rawką. Z Wielkiej Rawki widok niezły, choć nie było idealnej
widoczności. Do Ustrzyk przyszliśmy późno i srodze się
rozczarowaliśmy. Nie dość, że nie ma już „Małpiarni”, to było
smętnie i zimno. Złapaliśmy fajny (i co najważniejsze tani!) nocleg
na stryszku u dziewczyny, która pracuje w budce BPN na parkingu na
Przełęczy Wyżniańskiej. W schronisku pod Małą Rawką wypełniliśmy
ankietę, w której jednogłośnie stwierdziliśmy, że Jaworzec the best,
a reszta (zwłaszcza schroniska w Tatrach) sucks.
Czwartek, 10.09.98
No, to pożegnaliśmy się z połoninami. Pożegnanie nastąpiło w
zaiste imponującym stylu: wywiało nas straszliwie. Pod Tarnicą
spotkaliśmy Kingę Dąbrowską. Niestety, tego miejsca nie
ominęła również wycieczka szkolna oraz cała chmara rodzinek, oraz
babć i dziadków. Szlak przeludnił się dopiero od Bukowego Berda. Na
połoninach cały czas obracało mi karimatę, natomiast Boulemu zwiało
na Szerokim Wierchu kapelusz, dlatego całą resztę połonin przeszedł
z „redhotką” na głowie. Pole biwakowe w Pszczelinach ro koszmarne
zadupie. Dwa razy za drogie na standard, jaki reprezentuje.
Piątek, 11.09.98
Dzisiaj wyszliśmy później niż mogliśmy, gdyż chyba z ½h szukałem
czapki po polu biwakowym (leżała pod plecakiem). Podejście też było
niespecjalnie ciekawe, ale zrobiliśmy je szybciej niżby to wynikało
z czasów podanych na trasie. Później szło się już dużo lepiej (do
Dwernika). W Dwerniku na szczęście była poczta, z której mogłem
zadzwonić (choć kobieta obsługująca klientów była niespecjalnie
miła). Z Dwernika do „Chaty Socjologa” znów koszmarne podejście.
Natomiast na miejscu trafiliśmy na niezłą imprezę (a konkretnie na
wstęp do imprezy właściwej) z gandzią (to dla Boulego) koniaczkiem
(nawet niezłym) i wódką (znów dla Boulego). Oprócz tego – brydżyk do
północka.
Sobota, 12.09.98
Ostatni dzień naszej wędrówki – spacerek pasmem Otrytu.
Doszliśmy do Polany – teraz najgorsze to wydostać się stąd. Jedyny
PKS i to do Ustrzyk Dln. jest o 1525. Otryt jest
rzeczywiście (jak głoszą opisy w różnych mapach, przewodnikach itp.)
jednym z najdzikszych (jeśli nie najdzikszym) a przez to jednym z
najpiękniejszych miejsc w Bieszczadach. W barze „U Żyda” w Polanie
zjedliśmy całkiem smaczne pierogi. A rozbici jesteśmy koło kościoła
(a ściślej rzecz biorąc koło pozostałości przykościelnego
cmentarzyka). I plan z ostatniej chwili – śpimy pod chmurką. Plan
jednakże się zdezaktualizował, bo usłyszawszy prognozę pogody,
rozbiliśmy jednak kole 2200 namiot.
1-
Reportaż był pisany oryginalnie w zeszycie i zapisy te są
tamże...
2- Nikt specjalnie sławny, po prostu nasza znajoma ;))
Zobacz też:
Pozostałe
wyprawy