|
Walentynki na Połoninie Wetlińskiej
tekst i zdjęcia:
Karolina
|

Z kijkami łatwiej |

Przełęcz Wyżna - obelisk Jerzego Harasymowicza |
14 lutego – Walentynki. Postanowiliśmy
ze znajomymi pojechać na Połoninę Wetlińską. A co to nie
można samemu sobie zrobić prezentu? Poza tym zamierzamy z
Olą przerobić panoramę, w końcu niedługo egzamin
przewodnicki!
Jedziemy samochodem - prawie nikogo nie mijając po
drodze. Pięknie, biało i pusto. Na Przełęczy Wyżniańskiej
pytamy chłopaków ze straży granicznej czy dalej
przejedziemy, twierdzą, że tak. No to jedziemy!
O 11.45 wyruszamy z Przełęczy Wyżnej
(872m.n.p.m) i idziemy żółtym szlakiem na Połoninę Wetlińską -
najkrótszym, ale mamy środek zimy i pełno śniegu. Trochę odsadziłam
resztę grupy żeby zrobić zdjęcia. Dobrze, że goprowcy zrobili drogę
skuterem śnieżnym.
Niebo zachmurzone - to nie wróży dobrze naszej powtórce z
panoram. Ale idziemy dalej. Nikogo po drodze, wreszcie mijam
pierwszych ludzi.

Nic nie widać |
Wszędzie biel. Wychodzę z lasu na śnieżną
połoninę i nie widzę nic prócz
śniegu. W dodatku zaczyna wiać. Zapinam
kurtkę i ruszam w stronę schroniska.
Widoczność od kijka do kijka. Panoramki
zrobimy, ale na pewno nie tym razem.
Dobrze, że znam drogę, bo czy taki
drogowskaz mógłby mi coś powiedzieć?
Wreszcie Chatka Puchatka. Czas bardzo dobry, letni, bo dotarłam w
godzinę. Za 15 minut dochodzi reszta ekipy. Jak dobrze wejść do
środka i napić się ciepłej herbatki. Przy okazji kupuję najnowszą
część „W górach jest wszystko co kocham”- co mnie jeszcze bardziej
uszczęśliwia. Czas szybko mija i trzeba zbierać się do wyjścia,
trochę się zasiedzieliśmy…
Ludzie obok nas dyskutują o
możliwości zejścia czerwonym szlakiem do Berehów. No to może my też?
Po chwili dwóch śmiałków wraca z rekonesansu z decyzją powrotu
jednak szlakiem żółtym. Cóż - czerwony zasypany jest chyba za
bardzo.
Wracamy więc tak jak przyszliśmy.

W końcu widać Połoninę Caryńską |
Widoczność nieco się poprawiła,
ale widać to dopiero po wyjściu z lasu.
Mgła się podniosła i wreszcie widać trochę Połoninę Caryńską
(1297m.n.p.m). Jeszcze z drogi ostatni raz spoglądamy na Caryńską i
odwiedzamy strusie w Stuposianach. Mimo, że widoki żadne i trasa krótka
(w dół 30 minut), warto było i polecam każdemu. Krótko ale bezpiecznie.
Zobacz też:
Pozostałe
wyprawy
Bieszczady
|