Tutaj będzie raj

Tekst i zdjęcia: Krzysztof Potaczała
Nowiny 27 sierpnia 2004r.

Żurawie, czaple, bobry... zamieszkają nad specjalnie stworzonymi jeziorkami. Wyrośnie unikatowa roślinność. Człowiek znajdzie miejsce odpoczynku.

To jezioro z wysepką obsadzoną wierzbą wzbudza powszechny zachwyt. Dzięki podobnym zalewiskom do Tarnawy wracają rzadkie ptaki
Fot : KRZYSZTOF POTACZAŁA

W Tarnawie Niżnej, na powierzchni półtora tysiąca hektarów, będzie eldorado dla rzadkich ptaków, płazów i większych zwierząt. Na ruinach poigloopolowskich obór powstaje rolniczo-turystyczna wioska, jakiej dotąd w Polsce nie było. Sprawą zainteresowała się ONZ.

- Niektórzy twierdzą, że porwaliśmy się z motyką na słońce, ale my wierzymy, że marzenia można przekształcić w rzeczywistość - mówi Antoni Derwich, szef Stowarzyszenia "Górny San” i nadleśniczy Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Przez kilkanaście lat patrzył, jak dewastowano jedną z piękniejszych bieszczadzkich dolin. Rekultywacja, którą pod koniec lat 70. Igloopol przeprowadził wespół z wojskiem za pomocą materiałów wybuchowych i ciężkiego sprzętu, przyniosła degradację środowiska. Wkrótce wyniosły się z doliny nawet niektóre dzikie zwierzęta. "Dzieła” dopełniła gigantyczna ferma hodowlana na kilka tysięcy sztuk bydła. To stąd odprowadzano do Sanu gnojowicę, tworzono kolejne wysypiska odpadów. - Gdyby ferma istniała tak długo jak planowano, dziś wioska byłaby nie do uratowania - uważają przyrodnicy.

Antoni Derwich pokazuje plany odbudowy wsi
Fot : KRZYSZTOF POTACZAŁA

Złoty środek
W 1999 r. Tarnawa Niżna znalazła się w granicach Bieszczadzkiego Parku Narodowego. Jednak problem pozostawionej przez Igloopol schedy nie od razu został rozwiązany. Nawet w samym parku ścierały się koncepcje ponownego zagospodarowania doliny. Jedni widzieli w niej miejsce na wielki ośrodek wypoczynkowy, inni optowali za tym, by okolicę wyłączyć spod jakiejkolwiek zabudowy i ruchu kołowego, a turystom pozwolić jedynie na piesze wędrówki. -Każda skrajność jest zła, należało więc znaleźć złoty środek i myśmy go znaleźli - przekonuje Derwich.
Projekt nowej Tarnawy Niżnej według pomysłu Stowarzyszenia wykonali specjaliści z Politechniki Krakowskiej. Wyliczyli nawet, ile osób powinno przebywać w dolinie, żeby jej zanadto nie zaszkodzić. Plany nie ograniczają się jednak do samej wsi - wykraczają poza jej granice, aż do Sianek i Dźwiniacza Górnego. Od kilku miesięcy ekipa robotników uwija się przy rozbiórce części obór, przebudowie budynku dawnej hydroforni na ośrodek informacyjno- edukacyjny, remoncie stajni dla koni huculskich.
W tym samym czasie Antoni Derwich z przyjaciółmi ze Stowarzyszenia wykarczował chaszcze nad potokiem Roztoki i stworzył wokół niego sieć niewielkich jeziorek. Nazwał je bajorkami, ale z prawdziwym bajorem nie mają nic wspólnego. To stanowiska wodne, dzięki którym odtwarza się unikatowa roślinność (ponad 150 gatunków), wracają płazy, owady, drobne zwierzęta. Ich znaczenie docenił Fundusz Małych Dotacji przy ONZ przyznając pieniądze na rozbudowę jeziorek.
Następny finansowy zastrzyk na budowę stawów i zalewisk Bieszczadzki Park Narodowy dostał z Ekofunduszu. Dzięki temu w okolicach Sokolik podniesie się retencja wody i można będzie uratować zagrożone torfowiska wysokie.


Dolina ptaków i bobrów
Mniejszych i większych zalewisk jest już ponad 200. Zajmują 10 hektarów. Co to oznacza? - Dolina górnego Sanu leży na trasie licznie uczęszczanych ptasich wędrówek wiodących przez Przełęcz Użocką - tłumaczy Derwich. - Odpoczywa tu wiele gatunków, m.in. żurawie. Jeszcze kilka lat temu zobaczenie czapli, błotniaka stawowego czy bekasa było prawie niemożliwe. Dziś oprócz kaczek gniazdują już czajki, a niedawno miejsca na "dom” szukał bocian biały, rzadkość w wyższych partiach Bieszczadów. Spacerował po łące tuż obok bociana czarnego, a to już zupełny ewenement, bo kuzyni nie bardzo się lubią.
Od Łokcia przez Tarnawę do Sianek jest 30 stanowisk bobrów. Dla bardziej zurbanizowanych regionów duża ilość gryzoni nie byłaby możliwa do zaakceptowania. A tu wręcz odwrotnie - im bobrów więcej, tym lepiej. - Mają idealne warunki do życia - cieszy się pan Antoni. - W bieszczadzkim worku (od Mucznego po granicę w Siankach) żyje ich ponad setka. Nie wszyscy w okolicy jednak rozumieją, że zalewiska i stawy nie zostały stworzone dla rekreacji. Niedawno kilku młodzieńców urządziło sobie rajd "maluchem” po jednej z grobli, a inni już zacierają ręce na myśl o kąpielach i łowieniu ryb. - Jeśli ktoś chce poszaleć, powinien poszukać innego miejsca - tłumaczą w Stowarzyszeniu. - A dla miłośników wędkowania budujemy specjalny staw.

Z ośmiu poigloopolowskich obór, sześć jest rozbieranych. W ich miejscu powstaną m.in. cztery leśniczówki, tereny rekreacyjne, sad. A w okolicy dwie bacówki
Fot : KRZYSZTOF POTACZAŁA

Powrót do źródeł
Wszystko, co powstaje w Tarnawie, ma być zbliżone do przedwojennej zabudowy wsi. Jej odtworzenie nawet we fragmentach jest nie lada sztuką. W 1945 r. granicę z ówczesnym Związkiem Sowieckim ustanowiono na Sanie, a po polskiej stronie zachowała się jedynie przydrożna kapliczka.
Mimo to Derwich podjął się zadania. Naprzeciw powstającego ośrodka informacyjno-edukacyjnego (repliki dworu Stroińskich z Sianek) zostanie wzniesiony kościółek - taki sam, jaki stał we wsi do końca wojny i służył 250 wiernym wyznania łacińskiego. We wrześniu 2003 r. na miejsce budowy przyszli wszyscy mieszkańcy obecnej Tarnawy. Dokładnie w sto lat po poświęceniu nieistniejącego kościoła, wmurowano symboliczny kamień węgielny pod budowę nowego - dwa kawałki muru przywiezione z ukraińskiej strony wsi, jeden z ruin cerkwi, drugi z ruin kościoła. Mają przypominać, że wieś była kiedyś całością, a ludzie wspólnotą.
W stylu bojkowsko-łemkowskim będą leśniczówki. Zbędna stacja trafo już przerabiana jest na spichlerz z paszą dla koni. W jej skrzydle, gdzie za Igloopolu stał agregat prądotwórczy, członkowie Stowarzyszenia przygotowują siodlarnię.

Trwa przebudowa dawnej hydroforni na ośrodek informacyjno-edukacyjny. Budynek będzie repliką dworu Stroińskich z Sianek. Wewnątrz znajdzie miejsce małe muzeum, pracownia tkacka i malarska. Obok budynku powstanie ogród botaniczny i stacja meteorologiczna
Fot : KRZYSZTOF POTACZAŁA

Musimy sobie pomóc
Nieliczni malkontenci wciąż argumentują, że obserwacjami ptaków i jazdą konną nie zadowoli się szerokiej grupy turystów. W Stowarzyszeniu tłumaczą, że na terenie rozbieranych obór powstaną boiska sportowe, dwa korty tenisowe, niewielki park, a w okolicy 40 kilometrów ścieżek: rowerowych, pieszych, do uprawiania narciarstwa śladowego, do ścigania się psimi zaprzęgami.
- Mamy jednak świadomość, że zwiększenie bazy noclegowej nie posłużyłoby dobrze tej dolinie - wyjaśnia Derwich. - Dlatego wyremontujemy miejscowy hotelik na 40 łóżek, wybudujemy kilka całorocznych domków i to wszystko.
To, co dzieje się w osadzie, zaskakuje przyjezdnych. - Patrzę i nie mogę wyjść z podziwu, że ktoś podjął się tak karkołomnego zadania - mówi Andrzej, student z Warszawy.
Antoni Derwich kiwa głową i wspomina, jak długo musiał przekonywać do swojego pomysłu. - Wzrasta świadomość, że albo pomożemy sobie sami, albo zostaniemy skazani na wegetację.

Jan Komornicki, dyr. Bieszczadzkiego Parku Narodowego:
- Aktywność i poświęcenie Antoniego Derwicha budzą szacunek. Podpisaliśmy porozumienie ze Stowarzyszeniem "Górny San”, staramy się pomóc sensownie zagospodarować Tarnawę Niżną. Sami byśmy nie dali rady, jako jednostka budżetowa nie mamy możliwości zdobywania pieniędzy na zewnątrz.

Reportaże

Bieszczady