Polowanie na paskudę

Autor: Krzysztof Potaczała
Fotki: TVN

Kilkumetrowej długości stwór z ogromną siłą rozbryzgiwał wodę w okolicy Wyspy Okresowej. Pływające w pobliżu łodzie o mało nie wywróciły się do góry dnem. Mimo 30-stopniowego upału, turystów zmroziło. Olbrzym pokazał łeb tylko na ułmki sekund, po czym zniknął w głębinie. Ale prawdziwe emocje miały dopiero nadejść.
Sygnały o pływającym "potworze" odbieraliśmy od kilku tygodni. Jedni twierdzili, że to ogromny sum lub węgorz, inni - że zapewne sczerniała i porośnięta mchem kłoda drewna. Tajemnicze dziwadło widziano m.in. w Zatoce Teleśnickiej i w paru innych miejscach. Wieść o niesamowitych rozmiarów rybie bądź też wodnym stworzeniu rozeszła się wśród wypoczywających nad zalewem lotem błyskawicy.
- To chyba jakiś bajer, ktoś chce zrobić kawał - stwierdził turysta z Lublina. Jego kompan z włosami prawie do pasa wtórował: - Niech pan nie kituje, nie damy się nabrać.
pan Janusz z żoną Ireną, na co dzień mieszkańcy Krosna, mieli chwilę wachania. - Myśli pan, że to prawda? -zagadnęła pani Irena. - A czy to coś może być niebezpieczne? Bo jeśli tak, to biorę nogi za pas. - No, co ty - śmiał się małżonek naszej rozmówczyni. Pewnie robią jakąś atrakcję, by ściągnąć w Bieszczady więcej turystów.

W poszukiwaniu stwora
Kiedy na zaporze rozlokował się wóz transmisyjny radia RMF FM, ludzie zainteresowali się poważnie informacjami o tajemniczy stworzeniu. W tym samym czasie na jeziorze dało się zauważyć większy ruch - oprócz żaglówek i łódek, po zalewie co rusz mknęły motorówki WOPR. Na cypel w Polańczyku przyjechała TVN, pojawiły się "Nowiny".
To właśnie nasza redakcja jako pierwsza odebrała sygnał o dziwadle pływającym w Solińskim Jeziorze. Turyści pytali: -Co się dzieje? Czy coś się stało? - Będziemy szukać stwora, który od kilku dni widywany jest w jeziorze. Wyruszamy na "łowy" około 13. Ekipa szykuje sprzęt. Kto ma lornetkę, niech pilnie obserwuje jezioro. Może uda mu się zobaczyć coś, o czym dotychczas nawet nie śnił.
- Słyszała pani? Tu ponoć pływa coś niewiarygodnie ogromnego - wyszeptała dystyngowana dama do sąsiadki opalającej się na brzegu. - I pani wierzy w takie cuda? W balona chcą ludzi zrobić. - A pan coś wie o paskudzie? -pytam napotkanego turystę. - Jakiej paskudzie?! - Tej z zalewu. Mówią, że tu grasuje. - Bujdy, panie, bujdy. Dzieciom to opowiadać.
To się jeszcze okaże. O 13.30 na cyplu w Polańczyku coraz większe zainteresowanie. Podobnie w Solinie na zaporze. Co pewien czas nad zalewem lata helikopter RMF FM, ekipy telewizyjne, radiowe i "Nowiny" wyruszają w towarzystwie woprowców w okolice Wyspy Okresowej. Po chwili jesteśmy na miejscu. Mija pięć minut, dziesięć i nic. Wszyscy z wybałuszonymi oczami wpatrują się w taflę wody. Wypłynie, czy nie wypłynie? Zobaczymy w końcu to "coś" czy nie? Nagle z głębin wynurza się czarny, owalny kształt stwora. Ma ślepia wielkie jak księżyc w pełni. Z pyska cieknie mu ślina. Widać go tylko przez ułamki sekund, ale udaje się nam zrobić zdjęcia. Emocje sięgają zenitu. - Co to było? Co to było? - sypią się pytania.

Postrach na bieszczadzkim morzu
Na zaporze już wiedzą, że dziwne stworzenie pokazało łeb. Przy balustradach coraz więcej gapiów. Do zamontowanej na poręczy lunety ustawia się długa kolejka. Nieważne, że obserwację można prowadzić tylko za pieniądze. Każdy chce zobaczyć, co sieje postrach na bieszczadzkim morzu. Kilka minut później, kilkadziesiąt metrów od naszej motorówki znowu widzimy wynurzającego się olbrzyma. Już wiadomo - nie jest to kłoda drewna, ale coś żywego. Pojawiają się pierwsze hipotezy: może to ogromna, zmutowana ryba? Bo przecież nie wąż morski! A jeśli tak, to kto wyhodował takiego mutanta, i kto wypuścił go do jeziora? A może to sprawka ekologów. Pewnie chcą tu rozmnożyć jakiś rzadki, egzotyczny gatunek ssaka.
Stworzenie jest cwane; pokazuje się tylko na moment, jakby chciało zaczerpnąć powietrza, albo powiedzieć ludziom: reszty się domyślcie!
WOPR postanawia sprowadzić płetwonurków. Po chwili zjawiają się w pełnym rynsztunku. Trzeba mieć odwagę wskoczyć do wody, bo nigdy nie wiadomo, czy wielki pływający dziwoląg nie jest groźny. Już od ponad godziny "kręci się" wokół Wyspy Okresowej, być może dlatego, że jest tu mnóstwo wodorostów i dobrze mu się w nich ukryć. - Skacz Waldek - mówią woprowcy. - I uważaj! Nic nie wiemy o zwyczajach paskudy. - Dam sobie radę, ale w razie czego ubezpieczajcie mnie - odpowiada młody człowiek w czarnym kombinezonie.

Jedni się bali inni się śmiali
W tym samym czasie w RMF-ie leci gorąca relacja z polowania. Trzy nastoletnie plażowiczki wylegające się na cyplu w Polańczyku nie wierzą własnym uszom. Jaki stwór? Jaki mutant? Jedna spogląda na drugą, ale żadnej nie do śmiechu. W końcu pytają nieśmiało: - To rzeczywiście prawda, czy ktoś nas nabiera? Jeśli coś strasznego tu pływa, to więcej nad jezioronie przyjedziemy.
Około 16. udaje się zarzucić sieć - stworzenie wplątuje się w nią, ale walczy z ogromną siłą. Woda rozbryzguje się w promieniu wielu metrów, nasze łodzie o mało nie wywracają się. Wreszcie, po podaj dwudziestu minutach, udaje się wciągnąć stwora na pokład. Ale zaraz, zaraz... Przecież to płetwonurek trzymający pod pachą imitację "potwora". Zdejmuje maskę i zanosi się ze śmiechu. - I co, dobrze było? - pyta woprowców i innych uczestników akcji. - Gites, ludziska mieli radochę, reklama poszła w Polskę.

Ładne sztuki
W upalną sobotę, 14 lipca, w Zalewie Solińskim nie pływała żadna paskuda ani żadne groźne stworzenie, a wszystko było sprytnie pomyślaną zabawą. "Nowiny" i RMF FM postanowiły uatrakcyjnić turystom czas między kąpielą a "smażeniem się" na słońcu. Udało się . Nikt nie spakował walizek i nie uciekł gdzie pieprz rośnie. Mamy nadzieję, że dzięki tej zabawie Bieszczady staną się jeszcze popularniejsze. Liczy na to m.in. Ryszard Krasicki, dyrektor Zespołu Elektrowni Wodnych Solina - Myczkowce. Zna jezioro jak własną kieszeń, jednak dotąd nie spotkał tu żadnego dziwnego stworzenia, ani małego, ani wielkiego. - Widywałem ładne sztuki sandaczy czy szczupaków oraz inne bardzo ładne sztuki, raczej ziemski niż wodne -śmieje się.
A tak na marginesie: nikt dotąd nie sprawdził, czy w jeziorze oprócz pokaźnych rozmiarów ryb nie pływa jakieś inne stworzenie, niekoniecznie takie, którego można by się obawiać. Być może któregoś dnia pokaże swoje oblicze. I dopiero wtedy turystom opadną z wrażenia szczęki.

Reportaże

Bieszczady