Poezja z gór
Wiersze odszukał:
Wojtek
Wacław Potocki
Bies biedu prebude
Ruska mówi przypowieść: bies biedu prebude,
Perestane li odna, zaraz druha budę.
Aleć w każdym języku prawdziwie się iści,
Jeszcze nad południowe słońce oczywiściej,
Bo jako wał po wale kiedy morze mąci,
Piasek z brzegów spłukuje, o skałę roztrąci,
Tak żal, ból, strach i wszytko, co człowieka
nędzi.
Jedno jedzie na drugim, jedno drugie pędzi.
Trafią na serce mężne — jako groch od ściany
Idą nazad i we czcze rozbiją się piany;
Trafią na mdłe i długą zwątlone żałobą -
W równi go z miałkim piaskiem zabierają z sobą.
Krótki nam czas dzień z nocą, noc ze dniem rozdziela
Od żalów i kłopotów światowe wesela:
Ledwie mizerna człeku pociecha zaświta,
W tropy żal, kwapiąc za nią, za ogon ją chwyta.
Dopiero stała w oczu, źle jej raz pomaca,
Chce drugi raz, aż tyłem nagle się obraca;
Jeśli się też pozwoli dłużej pieścić z sobą,
Śmiech płaczem, zdrowie cięższą wetuje chorobą
Kazanie do
zbójców
Przez Bieszczad kaznodzieja kiedy szedł od fary,
Brewijarz, wszytkie swoje z sobą niósł towary,
A kiedy wpadł na zbójcę, że nie miał pieniędzy,
Przymuszą go kazanie powiedać co prędzej.
Tedy na pień wsadzony: „Wierutni słuchacze!
Jednaki wasz z Chrystusem żywot - prawi - baczę.
I on też ludzi chwytał, jako tu długo żył,
Pieniędzy nierad chował, bogatych ubożył,
Kazał, suknią przedawszy, miecz kupić do boku,
Wodę ze studnie pijał, czasem i z potoku,
Nikt mu prawie dobrego słowa nie rzekł z ludzi,
Chciwość go cudzej dusze ustawicznie trudzi,
Nie miał na świecie, gdzie by głowę swoje skłonił,
Uciekał i często się krył, często się chronił,
Często mieszkał na puszczy, bez chleba, bez soli,
Też go szatan po górach nosił wedle woli.
Wszytko to, jako widzę, i do was się przyda;
Więc skoro Judasz zdrajca Żydom Pana wyda,
Nie maszli też takiego, kto wie, między wami?"
Tu złodzieje westchnąwszy ruszą ramionami.
„Bito Pana, wodzono, wiązano u słupa,
Że się na nim padało ciało jak skorupa;
Rozbity na ostatek na okrutnym krzyżu.
I was, i was, z Bieszczadu jednych, drugich z chyżu.
Icon narodów
Kiedy w jerozolimskiej ciemnicy Pan siedział,
Każdemu jego własny przymiot opowiedział,
Kto go kolwiek nawiedził. Więc Polacy wprzódy,
Przyszedszy cicho z swojej w pół nocy gospody:
„Odbijemy Cię, Panie, wszystkich środków ruszym;
Każeszli, wysieczemy ciemnicę z ratuszem".
Podziękował im, a wraz za onę ochotę
Dał męstwo, serce, dzielność, bohaterską cnotę
Niemcy w tropy za nami: „Choćby i najdrożej,
Odkupim Cię, wszytka się na to Rzesza złoży,
Chociażby we dwójnasób, niż Cię Judasz przedał".
Także podziękowawszy, Pan im odpowiedał,
Że Mu trzeba i siedzieć, i umrzeć w tej kunie,
A jako tego wdzięczen, rozkaże fortunie,
Gdziekolwiek pójdą morzem lub po ziemi niskiej,
Żeby niosły sowite ich towary zyski.
Przyszli też Ruś i Węgrzy: „Panie, bez hałasu,
Bez kosztu wykradniemy z tego Cię tarasu".
„Idźcie, ludzie nieczyści, i posługi takiej
Nie płacę wam inaczej: na pale, na haki!"
Na święty Mikołaj do Jegomości
Pana Chorążego Zatorskiego
Wiem ci, że drwa do łasa, że ryby do morza,
Że w Zawisłe z płonego pszenice Podgorza,
Gorzałkę do Narola, do Kowna miód pity,
Że wino do Tokaju, do Włoch aksamity,
Małmazyją do Krety i, którego pełne
Gonduły, pieprz do Gdańska, do Anglijej wełnę,
Że złoto do Paktolu, że do boru grzyby,
Bursztyny do Królewca i do huty szyby,
Że do Litwy metresy, że do zduna garki,
Do Bochnie sól, do biegłych Holendrów zegarki,
Żelazo niosę na Spisz, obrazy do Rzymu,
Kiedy cię uczestnikiem swego czynię rymu,
Który, jako z pełnego, z twojej głowy, wora,
Sypie się do ksiąg, zacny chorąży Zatora!
Nie gardź przecie, bo chociaż u ciebie się rodzi,
Domowemu przewoźne piwo nie przeszkodzi.
Co inszego osieł, co inszego
Pan jego niesie
W
gonty włożywszy, Rusin wiózł trzy beczki wina;
Kiedy na cle, co wiezie, pytano Rusina
(Bo wóz niż pod gontami pod winem szedł ciężej):
„Do
bliskiego klasztora gonty - rzecze - księży".
A tymczasem na kłodę wjechawszy ubocza,
Wywróci; za gontami beczki się wytoczą.
Patrząc skarbowy pisarz, ze śmiechem na poły:
,,Co inszego Rusin wiózł, co inszego woły.
Wolno iść Rusinowej, gdzie się puścił, forze,
Wołowa na królewskiej zostanie komorze".
Księga nie czyni mędrszym
Chwalił Rusin przede mną swego popa srodze,
Jako wielmi premudry i zna się na Bodze.
„Skądże to wiesz?" - pytam go. „Panońku, prysiehu,
Że
majet bolszą niźli kamień w żarnoch ksiehu."
„A cóż w tej księdze czyta?" - „Boh me, że ne
znaju,
Pop-że sam znaje, bo ją przeczytał do kraju."
„Znamże ja siłu błaznów, choć biblijotekę,
Niejedne księgę mają, i twój pop nim" - rzekę