Poezja z gór
Dział prowadzi:
Wojtek
Wiersze wybrane z tomiku
„Melodie ojczystej ziemi”
tłumaczone przez
Olgę Petyk
Bohdan Ihor
Antonycz
Ojczyzna
Żółte kwiaty
kwitną na nadrzecznych łąkach,
jak za dni dzieciństwa w wirujących mgłach.
Lecą strzały z łuku chyżym lotem ptaka.
białe strzały lat.
Róża i złociste
plamy os w koronie,
mokre gwiazdy dymią w wieczór szafirowy.
Jeszcze, jeszcze tej młodości światło płonie.
chociaż już na plecach lat dziesiątek nowy.
Słuchaj: swego
syna wzywa dziś Ojczyzna
tym najprostszym i jedynym, wiecznym słowem.
W wodzie się odbiły gwiazdy i oblicza,
ludzie, oczy piwne, rozśpiewana mowa.
Bohdan Ihor
Antonycz
Czeremchy
Pobożny wieczór
świeczkę pali -
dymiący czeremchowy kwiat.
Łemkowie z cerkwi powracają,
w zadumie idąc do swych chat.
O górski kraju
mój rodzinny -
nie , nie zapomnę czeremch twych,
Kiedy nad nimi księżyc płynie
jak kołacz z owsa twoich niw!
Ihor Kałyneć
Ikony
Z ukwieconego i
złotego tła
wychylali się święci moi przodkowie,
poprawili szaty czerwone
niewymuszenie i lekko.
I były mi z nimi dziwnie swojsko,
i otaczało mię czerstwość, jaką jesień,
bo pachniało domem dalekim
i drewnianą cerkwią
bo święci spoglądali uroczyście
na świat gorąco-żółty
oczyma bizantyjskimi
ale malarzy z Żółkwi.
Ihor Tracz
Człowiekiem być
Zdołaj przezwyciężyć siebie
zdołaj przejść przez czad i dym,
zdołaj kochać, kochać życie,
dopóki nie zabraknie ci sił...
Zdołaj wszystko przezwyciężyć
prawa bytowania w świecie
nie waż się w zwątpić nigdy,
żeś - człowiekiem jest
- nie
śmieciem........
Zdołaj przezwyciężyć wszystko,
zdołaj przejść przez żar płomieni,
ciebie nikt nie przezwycięży.-
Człowieka na ojczystej ziemi!....
Ihor Tracz
Z Ukrainy
cierpię
bez snu....
co noc
śni się
szalony
sen
przychodzą
wszyscy powieszeni
rozstrzelani
osądzeni
zakatowani
przychodzą
wszyscy
jeszcze nienarodzeni
a zabici
proszą aby byli pomszczeni....
cierpię
bez snu
co noc
śni się
szalony
sen....
z Ukrainy
znów
przychodzą -
już
skazani
na śmierć....
cierpię
bez snu....
co noc
śni się
szalony
sen.....
Wiersze wybrane z tomiku poetki
Olgi Petyk
„Łemkiwski porohy” - „Łemkowskie progi”
Tłumaczyli klopsik & luba.
Otcze nasz
Ojcze nasz
|
Otcze nasz
szczo żywesz na nedustupnych horach
a jak inszi każuci zowsim blyzko bilja nas
Nechaj slwaytćsja Twoje imja
po wsij zemli
i poze neju
i haj pryjde
i haj pryjde
haj nareszti pryjd
Twoje carstwo,
my joho chiba darmeno żdem ?
Haj panuje Twoja wolja
skriz,
haj pidkoryćsia jij swit
j naszi pokaliczeni sercia
i chlib nam daj szczodennyj
i swobodu – dowhożdannyj dar -
daj ii,
jak wodu dlia pokynutych na suszi
ryb,
J prosty szczo my ne możemo
wże żyty jak żyly,
szczo mrijem czasom pro zahybel switu
i pro smerć
I prosty szczo ne proszczajemo
wże z lehkym sercem (chocz chotily b)
Ne wtedy nas u spokusu
wbyty w sobi wiru i nadiju,
i lubow ludej,
i sapsy nas
jak lysz Ty odyn spasujesz
ne zważajuczy na wse |
Ojcze nasz
co żyjesz na niedostępnych górach,
a jak inni mówią – całkiem blisko nas
Niechaj będzie sławione Twoje imię
po całej ziemi
i poza nią
i niech przyjdzie
i niech przejdzie
niech wreszcie przyjdzie
Twoje królestwo
my jego chyba daremnie czekamy ?
Niech panuje Twoja wola
wszędzie,
niech upokorzy się jej świat
i nasze skaleczone serca
i chleb nam daj codzienny
i swobodę – długo czekany dar -
daj ją,
jak wodę dla wysuszonych
ryb,
I wybacz, że my nie możemy
już żyć jak żyli
że marzymy czasem o zaginięciu świata
i o śmierci
I wybacz nam, że nie wybaczamy
już z lekkim sercem (chociaż chciałoby się)
Nie prowadź nas na pokuszenie
Zabijając w sobie wiarę i nadzieję
i miłości ludzi
i poratuj nas
jak tylko Ty jeden ratujesz
nie zważając na wszystko |
U Werchomli
Welykij
W Wierchomli Wielkiej
|
Kolyska moho rodu -
Miż smerek,
Po toj bik dorohy
J poprdawoji chwyli,
Naprykinci
Naszoho etnicznoho
Rozlywu
Sporożnenu kolysku
Hojdajuci wychry,
Liudej lyboń, tam uże
Cych ljudej tam uże
Ne bude
Lyboń Czudo
Prote ja wiriu w czuda
Burewjiji,
Doszczi i soncia zlywy
Obmywajuci tebe,
Jak liube dytja
kolysku bez dytyny.
Prote ja wiriu w czuda,
Pered oczyma - czia pustynia
I pokriwczi z priażi, z - pid wikna
Swjatyni
Jich pidnis chtoś,
Chto prochodyw mymo,
Czy, może, chtoś,
Chto zalyszywś
Motoroszno,
Koly podumaty pro tu
cerkowciu
ta j pro istorju
z prokrwciamy,
zirwanymy z czaszi,
z Najswjatiszoho,
szczo ijch wykynuly
kriź wikno.
Tym dużcze wiriu w czuda,
Hospoda pila,
Wkryti chmaroju
Dywowyżni,
Cwitucze zminiujuci u pustyszcze
I znowu
Peretworjujuci u cwituczyj sad,
Je syłni
Je bezbarwni
Zciljajuoci zszarpni sercia
I cili rody
I parody
|
Kołyska
mojego rodu
miedzy świerkami
po tej stronie drogi
i Popradowej fali
na końcu
naszego narodowego
rozlewu
Opustoszałą kołyskę
huśtają wichry,
ludzi pewnie tam już nie ma
tych ludzi tam już
nie będzie
pewnie cud
Ale ja wierzę w cuda
burze
deszcze i słońca
omywają Ciebie
jak kochane dziecko
kołyskę bez dziecka
ale ja wierze w cuda,
przed oczami – pustynia
Świątyni
ich pokąsał ktoś
kto przechodził obok
czy może, ktoś
kto został
jak pomyśleć o tej
cerkiewce
i o jej historii
zerwanymi
z Najświętszego
co ich wyrzucili
przez okno
Tym bardziej wierzę w cuda
zakryte chmurą
dziwne
kwitnące zmieniają w pustkę
i znowu
przewracają w kwitnący sad,
są bezsilni
są bezbarwne
scalają poszarpane serca
i całe rody
i narody
|
My - bez chaty
My - bez domu
|
Pry
szljachu do kołysznich Ripok
donedawna były Schody,
jaki nikudy ne weły,
kusoczok mostu dlja czyijchś nih,
cej mist zniczwe`ja uwirwawsja,
ne stało takoż
nih.
Jak
wody repetuwały,
betonowa sira masa
spownjuwała krykom prostir:
<<My
–bez chaty,
nas zabuły gazdy naszi,
ijdyczy ne wzjały naszi,
w nas dociłnisti
zahubyła wsi dorohy.
Jak
szcze dowho nam styrczaty
miż rozbuchnych cych traw,
nas wrażaje nebo, szczo nad namy.
A najhirsze – ce wsena
biłymy, jak snih sadamy>> |
Przy drodze
do dawniejszych Ripok
Do niedawna były schody
Które w nicość nie prowadziły
Schody samotne i smutne,
Kawałeczek mostu dla czyichś to nóg
Ten most niechcąco oberwał się
Nie stało także
Nóg
Jak oni
wrzeszczeli
Betonowa szara masa
Napełniała krzykiem przestrzeń:
<<My-
bez domu,
o nas zapomniały gospodarze nasze,
odjeżdżające, nie zabrali ze sobą
w nas „dociłnisti”
zgubiła wszystkie drogi
Jak
jeszcze długo nam sterczeć
Pomiędzy bujnymi tymi trawami
nas uraża niebo co nad nami
a najgorsze, jak śnieg sadami>> |
Cerkiwka w Andriijwci
Cerkiewka w Andrijewce
|
Łystky popadały na dodłu,
ptachy widletiły
zrynajesz wraz peredi mnoju,
jak marewo
w osinnij cij pustyni,
leheńko oprominenij
usmiszkoju moho benteżnoho witannja.
Jak nejmowirna kazka,
ty na tli derew
w jakych spylynosja czyttja
i, jak zakljakla kwitka,
zabałzamowana pid pamorozi sklom.
I w synjawi nebes
nezemna ty cariwna,
szczo zemli z ijij kruteżamy i horem
widreklasja.
I krjacze hajwornnja bucimto
ne wmila proty zla borotyś,
ach zradnyce, ty
bezpotomna,
nikoho wże pochożoho na sebe
na cych pahorbach kruhom ne
ne zrodysz.
Spljati sotworyneli twoij
w mohyłkach obezchreszczenych,
i czasom chrest ijch szcze jakyjś
deś zradyti.
O, budź
na horbi cim
ty- wynesena z neisnnnja duchom -
u tobi j poselywsja duch.
Chwała Jomu,
bo oś zmohly my
prysisty tut,
neproszenymy histimy
buty na hostyni,
mow ti Odysy.
A ty cerkwyczko,
taka zaplutana u siti hilok
i steżok nelehkych, stiłky
do tebe pidnimajetisja,
szczo, mabuti, sam lysze Chrystos
zumije naladnty
bezlad cej
i wywesty tebe na twerdi,
i na prjamotu
miż krutyznamy cych hir.
Wid pretołunaszoho kołysszńoho
wid hljane
i nas wpiznaje,
i znatyme,
z jakych dorih
z jakych poplytań
i mereż lychnych,
z popelyszcza, z popelyszcza jakoho
dowoloklyć sjudy
żywi.
|
Liście spadły w dół,
ptaki odleciały
pojawiasz się nagle przede mną,
jak mara
w jesiennej tej pustyni
leciutko opromienionej.
uśmiechem mojego radosnego powitania
Jak nieprawdopodobna bajka,
Ty na tle drzew
w których zatrzymało się życie
i jak zesztywniały kwiatek,
zabalsamowany pod przymrozku szkłem.
I w sinawych niebiosach
nieziemska Ty królewna
co ziemi z jej niepewnością i biedą
odrzekła się.
I kraczą gawrony niby to
nie umiała przeciw złu walczyć,
Och, zdrajczyni, Ty
bezpotomna
Nikogo już podobnego do ciebie
na tych pagórkach wszędzie
nie zrodzisz.
Śpią stworzyciele twoi
w mogiłach nie świeconych,
i wasz chrzest ich jeszcze jakiś
gdzieś zdradzi.
O bądź
na górce tej
ty wyniesiona z nieistnienia duchem -
w tobie osiedlił się duch.
Chwała Jemu
bo mogliśmy
przysiąść tu,
nieproszonymi gośćmi
być tu na gościnie,
jak te Odysy.
Ach ty cerkiewko,
taka zaplątana w sieć gałęzi
i ścieżek niełatwych, tyle
do ciebie podnoszących się,
Co ty pewnie sam tylko Chrystus
zmoże załagodzi
bezwład ten
I wyprowadzi ciebie na twardą
i prosta drogę
pomiędzy zakrętami tych dróg
Od ołtarza naszego dalekiego
On popatrzy
i nas rozpozna,
i wiedzieć będzie
z jakich dróg
z jakich poplątań
„i mereż lychnych,”
Z pogorzeliska, z pogorzeliska jakiego
dowlekliśmy się tutaj
żywi.
|
Mołytwa za Ukraijnu 1
Modlitwa za Ukrainę 1
Boże !
Ty stworyw cej swit
i maleńku zemlju.
Ty pidtrimujesz
u naszim switi
wse żywe.
Podajesz pożywku
horobcjam
i lewam
hajworonnju
dbajesz pro lileij połowi,
aby w krasi zrostały.
Władarju łaskawyj!
Dozwoł nam
prożywaty na zemli,
jak Ty
pisłja bahatioch stolti
daruwaw nam
na wlasnisti.
Otcze!
Nechaj pryjde
carstwo Twoje
w Ukraijnu
bo aż husto
wid strachiti.
Nedruhy buly tut
protjahom wikiw
panamy
Teper nanacze
prymnożyłsja ijch.
Wony – pomiż - namy -
wsich mastej.
i z dnja naszoho
zrobylasja nicz!
Hospody swjatyj!
Daj nam chlib,
daj nam odjah,
podaj sercju switłyj skarb,
szczob wid chlody i wid hołody
ne zahynuły
na swijm wże wlasnim poli
u czas woli dowhożdanoij,
u czas woli !!
|
Boże !
Ty stworzył ten świat
I maleńką ziemię.
Ty podtrzymujesz
W naszym świecie
Wszystko żywe
Podajesz pożywienie
Wróblom
I lwom
Gawronom
Dbasz o lilie polne
Aby w piękności rosły
Władco łaskawy!
Pozwól nam
Żyć na ziemi
Jak Ty
Po tylu wiekach
Darujesz nam
Na własność
Ojcze
Niechaj przyjdzie
Królestwo Twoje
W Ukrainie
Bo aż gęsto
Od strachu
Nieprzyjaciele byli tu
Przez wieki panami naszymi
Teraz niby
Pomnożyłeś ich
Oni - między nami
Wszystkich maści
I z dnia naszego
Zrobiła się noc !
Gospodarzu święty
Daj nam chleb
Daj nam odzież
Podaj sercu jasny skarb
Żeby od chłodu i od głodu
Nie zginęli
Na swoim własnym już polu
W czasie wolności długo czkanej
W
czasie wolności !!
|
Mołytwa za Ukraijnu 2
Modlitwa za Ukrainę 2
|
Były
droty
i
katiwni
i
wselenśkyj strach.
Teper-
stiłky woli
dlja
usich na cij zemli,
szczo
aż straszno!
Wsi,
szczo nas nenawydjati,
bez
prawdy
znachabniły
Chiba
ce ijchnij czas
i
rozdołlja czas
dlja
nych?
Boźe !
My do
Tebe prostjahajem ruky,
prostory bez meż
obmeż!
i
nesytoij tijeij woli
czudo
widczaryj!
Serdeć
bastiony,
nechaj
na storiżi
i –
mytnyci zasiky.
Nepidkupnych,
syniw
czesnych nam poszly!
Zwedy
whoru
nepodatływi stowpy
kordoniw
skriz !
Jedynyj
Ty nasz Boże,
uratuj
nas u cij swobodi!
Chaj ne
w`jane kuszcz nadijnyj,
szczo
Ty zasadyw
chaj ne
w`januti
nedostyhłych
peremoh ohorody
|
Były druty
i katownie
i wszechobecny strach
Teraz –tyle wolności
dla wszystkich na tej ziemi
że aż strach !
wszystkich, co nas
nienawidzą,
bez prawdy
Chyba to ich czas
dla nich ?
Boże !
My do Ciebie wznosimy ręce
przestrzeń bez granic
ogranicz !
I niesytej tej wolności
cudo odczaruj !
„Serdeć bastiony”,
Niech na straże
Nieprzekupnych
Synów uczciwych nam poszli !
Wznieś w górę
niepodatne „stowpy”
granic
wszędzie
Jedyny Ty nasz Boże
poratuj nas w swobodzie !
Niech nie więdnie krzak
co ty zasadził
niech nie więdną
niedojrzałe zwycięstw ogrody
|
Poezja z gór
noclegi Bieszczady noclegi w Bieszczadach
|